sobota, 26 lipca 2014

Moje spotkanie z żołną

W dniu wyjazdu z Krzewentu zrobiłam jeszcze obchód "moich włości" o świcie. Nad Rakutowskim nocował w czatowni jakiś ornitolog i gdy już wracałam nieszczęśliwa do kwatery, on właśnie zbierał się do odjazdu. Oczywiście była obowiązkowa wymiana zdań na temat naszych dzisiejszych łowów i opowieści na temat naszych dalszych ornitologicznych zamierzeń. Ze smutkiem powiedziałam, że oto mija kolejny sezon, a moje największe ornitologiczne marzenie zostało niespełnione - znowu nie widziałam żołny! Chłopak uśmiechnął się tylko, po czym rozrysował mi patykiem na piasku (niczym Chrystus) plan dojazdu do ... obiecałam, że nie zdradzę. Właśnie stamtąd wracał, podobno wczoraj małe opuściły gniazda, więc powinien być to ostatni w tym roku moment na 100% zobaczenie żołny. Wracając do Warszawy zjechaliśmy ponad 100 km z autostrady, żeby spełnić ... marzenie mojego życia. Oto co zobaczyłam na miejscu:














Zapytacie, czy już nie mama marzeń? Mnóstwo! Ot choćby zobaczyć kraskę. Wracając autostradą węgierską widziałam siedzące na drutach kraski, ale mowy nie było, żeby się zatrzymać, więc tak, jakbym nie widziała.

wtorek, 1 lipca 2014

Impresje z Kozłówki

Rezydencja w Kozłówce położona jest 30 km na północ od Lublina. Założono ją w połowie XVIII wieku dla rodu Bielińskich, ale szybko stała się ona własnością rodziny Zamoyskich. W skład kompleksu wchodzą: pałac z przylegającą doń kaplicą, liczne budynki gospodarcze, w tym powozownie udostępnione do zwiedzania (w jednej znajduje się galeria sztuki socrealizmu). Oczywiście dla mnie elementem wartym największej uwagi był rozległy park w stylu francuskiego baroku. Zapraszam na krótki spacer po parku...
  













































 


Prześlij nowości